24.04.2018
0

Żyć tak jakby nie było jutra…

Gosia Pazda-Pozorska jest Mistrzynią Polski w biegu na 100 km z 2017 roku. Prowadzi profil na Facebooku: Gosiunia Pazda-Pozorska Biegiem po 6 marzeń. W pewnym newralgicznym momencie swojego życia postanowiła cieszyć się każdym nowym dniem. Bieganie jest metodą do osiągnięcia tego celu. Kilka marzeń już spełniła. Jednym z nich był start w kultowym Spartathlonie oraz zdobycie mistrzostwa Polski w biegu na dystansie 100 km. Kilka dni temu zwyciężyła w Szczawnicy podczas 96 kilometrowego Niepokornego Mnicha. Postanowiłem z nią porozmawiać o jej biegowych marzeniach.

Żyć tak jakby nie było jutra…
Autor zdjęcia: ULTRA LOVERS Jacek Deneka

W twoim życiu dużo się dzieje, zawsze byłaś taka pełna energii?

- Byłam ruchliwym dzieckiem. Często rozpoczynałam wakacje z gipsem, jak nie na nodze to na ręku. Tak też było wtedy, gdy w szkole podstawowej ktoś zauważył, że mam talent do biegania i zaprosił na treningi do klubu Gryf Słupsk. Niestety wspinałam się na drzewo, spadłam i złamałam nogę. 


I młodzieńcza kariera biegowa skończyła się zanim na dobre się rozpoczęła?

- Sport nie był mi chyba pisany wcześniej. Skończyłam studia, zaczęłam pracować i wyszłam za mąż. W 2008 roku, dwa tygodnie po swoim weselu przeżyłam śmierć kliniczną. Od tamtego zdarzenia tak wiele się zmieniło. Pamiętam chwilę kiedy wyszłam ze szpitala i płakałam stojąc na deszczu z radości, że może on na mnie padać. Postanowiłam wtedy łapać każdą kolejną chwilę swojego życia spełniając swoje marzenia. Niczego nie odkładać na później, ponieważ później może już nigdy nie nadejść. Urodziłam córeczkę. 


I wtedy zaczęło się sportowe szaleństwo w Twoim wykonaniu?

- Nauczyłam się kitesurfingu. Jeździłam konno. Szalałam zimą na nartach, łyżwach, snowboardzie. Organizowałam w Słupsku nocne przejazdy na rolkach. Realizowałam wszystko co sobie postanowiłam. Sport dawał mi radość i endorfinki. 


Czyli żyłaś na wysokich, sportowych obrotach? Wciąż było Ci mało? 

- Ciągle szukałam kolejnych wyzwań. Nagle pewnego dnia w październiku 2013 roku obejrzałam reklamę w TV. Namawiała do nałożenia butów i wyjścia z domu, aby pobiegać. Zrobiłam to. Może 2 km przebiegłam i spodobało mi się. Dalej w reklamie było ,,zapisz się na pierwszy bieg uliczny, aż przebiegniesz maraton”. Zapisałam się więc na nadchodzący Bieg Niepodległości w Gdyni 11.11.2013, podczas którego po raz pierwszy pokonałam 10 km. Dobrze pamiętam czas: 49:07sek. 


Co wtedy czułaś po dotarciu na metę?

- Wtedy właśnie pojawiło się pierwsze z moich biegowych marzeń. „Wrócę tutaj i też dostanę kiedyś taki pucharek” - powiedziałam głośno do znajomych oglądając tego dnia dekorację najszybszych biegaczy. Oczywiście zostało to zrealizowane, ponieważ moja życiówka na 10km wynosi teraz 38:22 sek.


Piękny wynik, gratuluję. Wszystko więc świetnie się układało w Twojej biegowej przygodzie.

- Nie całkiem. Było jeszcze pewne wydarzenie. 13 grudnia 2015 roku miałam ciężki uraz głowy z licznymi obrażeniami ciała, w tym pękniętą panewkę stawu biodrowego. Spadłam z młodego konia, który wystraszył się reklamówki. Po prawie godzinie znaleziono mnie nieprzytomną w lesie. Była to chwila która mogła przekreślić moje marzenia na zawsze, ale z perspektywy czasu okazała się jednak kolejną motywacją. Największą w kryzysach podczas zawodów na trasie, kiedy wspominam swoją niemoc. Wtedy po upadku nawet głową nie mogłam ruszać. Przypominam sobie tę ciemność w trakcie utraty wzroku, momenty w których nie pamiętałam nawet że mam córkę i późniejszy trud walki o odzyskanie równowagi, koordynacji ruchowej, by wrócić do biegania.


Traumatyczne wydarzenia potrafią nas wzmocnić. Co do Twoich marzeń, to masz  jakieś niebiegowe?

- Być zawsze zdrową. Być szczęśliwą razem ze swoją rodzinką.


Jak najbliżsi traktują Twoją biegową pasję?

- Mój mąż bardzo mnie wspiera. Sam również zaczął biegać. Jeździmy na zawody z córeczką, traktując te wypady jako formę wycieczek. Mam nadzieję, że również ją zarażę swoją pasją. 


Masz jakąś ulubioną metodę treningową? 

- Kompletnie nie ma to dla mnie znaczenia, ponieważ każdy trening robię z pasją, bo po prostu uwielbiam biegać. Nieważne czy trenuję tempo, wybieganie, podbiegi, interwały itp. Ja to kocham samo w sobie. Czuję spokój, czuję siebie, swoją lekkość i wolność.


Czyli jak wolność, to pewnie biegasz w otoczeniu przyrody?

- Koło domu mam las i asfalt. Zależy jaki trening mam zamiar zrobić danego dnia. Bieganie to odkrywanie swoich możliwości. To odpoczynek dla mnie, to chwila usłyszenia samej siebie. 


Rozumiem, że cieszysz się bieganiem dla samego biegania, jednak sukcesy sportowe też mają dla Ciebie znaczenie?  

- Sukcesy, to przede wszystkim każde z moich spełnionych marzeń. Pierwsze już poznałeś, czyli dostać pucharek w Gdyni w biegu na dystansie 10 km. Drugim było złamanie 3h w maratonie. Udało się to dopiero za trzecim razem. Zabrakło sekund w Austrii i w Chicago, ale w Gdańsku na ziemi ojczystej cel został zrealizowany: 2:59:31. Trzecim miało być ukończenie Spartathlonu. Było ciężko, z kryzysami i przygodami, ale 246 km solidnie wydreptałam biegnąc głową, kiedy nogi już nie chciały. Szczególnie po dwusetnym kilometrze.


Czyli połowę swojego planu już wykonałaś. Co dalej?  

- Czwartym moim marzeniem jest reprezentować kraj w Mistrzostwach Świata na 100 km w tym roku. Piątym udział w biegu UTMB. Szóste jest ostatnie i niechaj zostanie tajemnicą, ponieważ będzie tym bardziej ciekawe kiedy się na nie czeka. 


Po Spartathlonie wystartowałaś w Mistrzostwach Polski na dystansie 100 km. 

- Będąc miesiąc po Spartathlonie jechałam do Kalisza z wielką niewiadomą. Przez całą trasę wbijał mi się w stopę malutki, ale strasznie upierdliwy żwirek z Grecji, ponieważ nie wytrzepałam butów po powrocie. Mimo wszystko zdziwienie lekkością biegu i czasem na mecie było ogromne. Nie miałam pojęcia, że tego dnia biegnę na oficjalny rekord polski, który poprawiłam po 22 latach. Tytuł mistrzyni kraju jest moim pierwszym w karierze biegowej. Nigdy wcześniej nie brałam udziału w imprezie rangi mistrzowskiej. To był mój debiut mając licencję PZLA z AML Słupsk.


Dla mnie bieganie ultramaratonów, to wielka przygoda. Spotykały cię jakieś ciekawe sytuacje podczas zawodów?

- Miałam ich bardzo wiele. Na biegu Ultra Mazury w tyłek ugryzł mnie szerszeń. Na Spartathlonie od setnego kilometra człapałam w butach mojej koleżanki o dwa numery za dużych,  ponieważ moje mnie bardzo obcierały. Na Zamieci za długo się opalałam na szczycie, bo źle obliczyłam swój zapas czasu, przez co zagapiłam się i byłam druga. Na biegu Szczecin -Kołobrzeg wpadłam w stadko dzików i upadłam w nocy w błoto na twarz. Na Wings for Life nieświadomie zamiast wodą polewałam głowę ciągle Red Bullem i dredy się z tego zrobiły. Ledwo je rozczesałam.


Czyli miałaś czym zająć głowę, a tak na poważnie co czujesz podczas zawodów? 

- Bardzo lubię rywalizację i czuć adrenalinę w czasie ścigania się. Serce mi się wtedy uśmiecha jak mogę się wyszaleć na trasie.  Dlatego często startuję i to na różnych dystansach. Uwielbiam tę atmosferę, zadowoloną i dumną ze mnie rodzinkę, oraz imprezkę po wszystkim z piwkiem na mecie. 


Taki izotonik jest potrzebny po wysiłku, a co lubisz jeść, pić? 

- Nie patrzę sobie w talerz, jem totalnie wszystko. Mięcho i słodycze też.  Bardzo lubię Ferrero rosher, lody tiramisu i piwko. Sok z buraków sama w domu robię i często piję, bo bardzo lubię. Podczas maratonu i startów na krótszych dystansach przyjmuję tylko żele. Natomiast na biegach ultra dodatkowo jem banany, biszkopty, bułki, żelki i batony Mars.


Czym się zajmujesz na co dzień? 

- Mój dzień zazwyczaj wygląda tak: córka do szkoły, bieganko, 8h w pracy ( od 14 lat jestem rehabilitantką) i standardowe obowiązki kobiety.


Gdzie startowałaś w tym roku i jakie masz plany na dalszą część sezonu?  

- Sezon zawsze rozpoczynam jakimś biegiem górskim. W tym roku był to Ultrajanosik. Później wystartowałam w  półmaratonie w Gdyni, a następnie w maratonie w Dębnie. Znów wróciłam w góry i w Niepokornym Mnichu na dystansie 96 km zdobyłam pierwsze miejsce. Teraz przygotowuję się do startu w ME w biegu 24h w Rumunii i UltraMałopolska (170 km). Muszę też zacząć zbierać punkty do UTMB, więc zapewne też kilka górskich ultra biegów ,,polecę".


Gosiu, lataj wysoko i spełniaj wszystkie swoje marzenia. Dziękuję za rozmowę, świetnie się rozmawiało.  

Jarosław Cieśla
 

Dodane komentarze